Dwa dni, dwa różne mecze

by Jato 2009-06-16 08:38:25 ..:::I Liga Rugby:::.. (odsłon: 1609)

Kto z Trójmiejskich kibiców postanowił w ostatni weekend wybrać się na półfinały polskiej ligi rugby mógł zobaczyć 2 zupełnie inne spotkania – sobotnie, nudne, rozgrywane przy sztucznym świetle i mżawce na śliskim boisku spotkanie w Gdyni, gdzie kibice nie szczędzili swoich gardeł oraz niedzielne, pasjonujące, grane przy pełnym słońcu i piknikowej atmosferze na trybunach w Gdańsku.


Konfrontacja Arki z Juvenią była meczem 2 zespołów, które od ligowego grania odpoczywały przez miesiąc (w ostatniej kolejce otrzymały walkowery od Pogoni i Ogniwa). Widać było, że w między czasie gracze gospodarzy – zwłaszcza Dawid Banaszek i Łukasz Szostek rozegrali w podobnych warunkach atmosferycznych mecz z Belgią i jako rozgrywający Arki – przyjęli podobną taktykę jak 2 tygodnie wcześniej pod wodzą trenera Putry.
Doskonałe przekopy i zawieszenia popularnego „Szatana” dały świetny efekt, gdyż stanowiły ogromny problem dla Krakowian, którzy często nie radzili sobie z chwytem z powietrza śliskiej piłki. To w pierwszej połowie, gdy gra toczyła się głównie na przekopy powodowało, że Arkowcy znacznie częściej gościli na połowie Juvenii i gdy tylko podopieczni Andrzeja Kozaka popełniali przewinienia karane rzutami karnymi - zgłaszali próby, a że Dawid Banaszek się nie mylił - do przerwy Arka prowadziła 12:6.
W drugiej połowie Juvenia spróbowała powalczyć o przyłożenie i przenosiła grę po karnych bliżej pola Arki. Na nieszczęście dla popularnych Smoków w drugiej połowie trener Maciej Stachura desygnował na boisko Mateusza Moroza, który w formacji autowej nie miał sobie równych i górował nawet nad etatowym kadrowiczem – Grzegorzem Falkiem, efektem czego było wygranie kilku kluczowych dla losów spotkania piłek. To właśnie zwycięstwo w tych dwóch elementach gry: przekopach i autach, przy dobrej dyspozycji kopacza (Banaszek) dała Arce zasłużone zwycięstwo 15:6. Gospodarzy należy pochwalić za postawę w końcówce meczu, gdy zamiast bronić bezpiecznego prowadzenia do końca walczyli o choćby jedno przyłożenie, które na pewno uradowałoby licznie zgromadzonych i głośno dopingujących swych ulubieńców gdyńskich kibiców.
Więcej o meczu i poszczególnych akcjach trudno pisać, gdyż ze względu na warunki atmosferyczne gra obu zespołów była podporządkowana taktyce, a to widowisku nigdy nie służy. Dodatkowo w trakcie meczu dość dużo było kontuzji i niepotrzebnych niesportowych zachowań (głównie graczy Juvenii) oraz…szukania piłek meczowej – efektem czego sędzia pokazał 5 żółtych kartek, a zawody trwały dłużej niż standardowy mecz piłkarski. Najlepiej ujął to siedzący na trybunach i komentujący mecze dla Polsatu Sport Krzysztof Serafin – dobrze, że tego meczu nie transmitujemy, bo nie miałbym o czym opowiadać!

Drugi mecz, zapowiadany jako wielki rewanż za Finał Pucharu Polski, potwierdził tylko, że… Lechia nie radzi sobie w Play-Off, a Budowlani zawsze grają w finale! To kolejny raz, gdy gdańszczanie po wygraniu części zasadniczej w półfinale, rozgrywanym przed własną publicznością, przegrywają. Tym razem gdański Dream-Team, w którym zagrało zaledwie 5 wychowanków (z czego osoba o tendencjach do pedanterii wykreśli jeszcze 2), nie zaprezentował nic, czym mógłby się przeciwstawić mądrze i zespołowo grającej ekipie z Łodzi. Z jednym wyjątkiem – postawy bardzo silnych formacji I i II linii w młynach dyktowanych, ale to 14 czerwca było za mało na ekipę z ulicy Górniczej.
Pierwsze 15 minut meczu to szturm Łodzian na pole punktowe Lechii i tylko dzięki indywidualnym błędom, bardzo aktywnego w ofensywie, Kamila Bobryka gospodarze zawdzięczają fakt, że nie stracili przyłożenia w tym fragmencie zawodów. Później gra się wyrównała, choć nadal toczona była na połowie Gdańszczan, którzy po stronie gości pojawili się tylko dwukrotnie – za każdym razem po złych przekopach Łukasza Żórawskiego. Po jednej z tych akcji Lechia wywalczyła karnego i przeniosła grę pod pole punktowe gości, dzięki niezawodnemu w tym elemencie Maciejowi Brażukowi wygrała aut i związała maula, który przepchnął rywali, a punkty zdobył Zorab Korkotadze. Z bardzo ostrego kąta podwyższył Dawid Popławski i na przerwę to Lechia, choć miała mniej z gry, schodziła na prowadzeniu.
Druga połowa to już dominacja podopiecznych Mirosława Żórawskiego, którzy trzykrotnie, po zespołowych akcjach zdobywali punkty z przyłożenia. Świetną partię rozgrywali Tomasz Stępień i Maciej Pabjańczyk, nie do zatrzymania był Merab Gabunia, a ich partnerzy bardzo skutecznie bronili wielokrotnie zmuszając Lechistów do błędów w przegrupowaniach, co sędzia Grzegorz Michalik skrupulatnie karał karnymi. Lechia walczyła ambitnie, aczkolwiek bardzo indywidualnie – efektowne rajdy Piotra Jurkowskiego i Mariusza Michalaka nie przyniosły skutku. Efekt? 20:7 i zasłużone zwycięstwo Budowlanych Łódź.
Po weekendowych meczach pojawiają się pytania odnośnie przegranych: czy po najlepszym sezonie w historii krakowskie Smoki poradzą sobie z poważnymi problemami finansowymi i znajdą sponsora, który umożliwi im dalszą grę w I lidze i czy Lechia po nieudanym bądź co bądź sezonie będzie w stanie utrzymać liczną armię zaciężną, czy też np. gracze wywodzący się z sochaczewskiego Orkana postanowią wzmocnić swój macierzysty klub, a pozostali poszukają szczęścia gdzie indziej?
Typy na finał? Wszyscy obserwatorzy weekendowych gier wieszczą zgodnym chórem, że nawet grając na wyjeździe to Budowlani wydają się być faworytem niedzielnego finału, ale… jeżeli jest w naszej lidze zespół, który potrafi sprawiać niespodzianki i wygrywać nawet wydawałoby się przegrane mecze, to jest to właśnie Arka.

Dlatego typować wyniku nie będę, ale z przyjemnością wybiorę się na Olimpijską by zobaczyć ten pojedynek!

143kB



Uwaga!!!
Aby zapisać zdjęcie na dysku, kliknij na nim prawym przyciskiem myszy i wybierz opcję "Zapisz element docelowy jako..."

Komentarze:

1-12 z 15
sedziowanie , 2009-06-17 17:52:02
Seszia M. Zeszutek dwa lata temu byl bardzo chwalony za swoje umiejetnosci po za granicami(sedziowal
na turnieju IRB chyba do lat 21) pozniej mial kontuzje przez co nie sedziowal teraz znowu sedziuje i
chwala mu za to ze jest cenionym przez IRB arbitrem . tylko co to ma sie do faktu ze w polfinale nie
wytrzymal presji i sedziowal zle nawet bardzo zle. Czy to ze zapraszaja Go za granice ma swiadczyc o
tym ze my sie w Polsce nie znamy sie na rugby, sedziowaniu meczow i przepisach. Czy to ze jezdzi za
granice i tam sedziuje dobrze nawet bardzo dobrze oznacza ze tak samo sedziował w polskiej lidze i
ze wszyscy co ogladali mecz w Gdynii czy w Łodzi(z Poznaniem) sa dyletantami i nie wiedza o co
chodzi na boisku?
Dla mnie i nie tylko sprawa jest oczywista nie widziałem meczu w łodzi ale widziałem oba
polfinaly ; w Gdyni sedziowanie było zalosne a w Gdansku odwrotnie. Obaj głowni sedziowie jezdza i
sedziuja za granica a oceniamy ich nie po tym jak sedziuja gdzies daleko tylko jak sedziuja u nas.
RE: spoko , 2009-06-17 15:38:50
To, co piszesz na temat międzynarodowych wyjazdów to nieprawda - bo wcześniej na mecze jeździli
nasi sędziowie, którzy nie znali języka, a byli wysoko oceniani właśnie za umiejętności
efektem czego były...kolejne zaproszenia. W przypadku IRB, to tam oprócz umiejętności potrzebny
jest język i...odpowedni wiek, ale facet bez umiejętności odrazu byłby wywalony - a Zeszyt
ciągle jeździ i jest zapraszany.
Co do meczów z ciśnieniem - no to chyba za dużo ich nie miał w lidze, fakt. Myślę jednak, że
w tej kwestii najlepiej robi...praktyka.
Pozdro
spoko , 2009-06-17 14:55:06
Tak , może w meczach bez ciśnienia i poza Trójmiastem Zeszutek spisuje się dobrze , ale
wiadomo że w meczach o "stawkę" gubi się i to bardzo . Do tego dochodzi jeszcze kontakt
z kibicami Trójmiasta , których "lekko" się obawia i jest już koniec arbitra
Zeszutka.
Wyjazdy sędziów na międzynarodowe mecze wiążą się głównie ze znajomością angielskiego , a
nie super umiejętnościami .
Bokser , 2009-06-17 13:23:04
Szkoda meczu z Arą, bo rzeczywiście przy lepszym sędziowaniu, może było by korzystniej. Na
pewno chwała Juvenii za to, że się mocno postawiła i nie dała pograć atakowi Arki... Można
gdybać, że mogło by być inaczej...
Oczywiście jestem z Krakowa i powiem szczerze, że zaczepki i "piąchy" były z obu
stron, tak jak w Gdańsku, z tą różnicą, że w Gdańsku sędzia pomagał grać a w Gdyni
przeszkadzał...

pozdrawiam
do narzekających , 2009-06-17 12:20:31
Sędziego Zeszutka nie będzie na MPJ, gdyż w tym czasie sędziuje międzynarodowy seniorski
turniej rugby 7 za granicą, gdyż jest bardzo cenionym młodym arbitrem przez FIRA jak i IRB.
Co do kartki dla Sławka Jelińskiego - to sytuacja nie była taka, jak piszecie i nie wynikała z
niechęci do pokazania drugiej żółtej.
I to tyle
sedzia Zeszutek , 2009-06-17 10:47:48
Na stronie PZR jest informacja o MPJ a wniej :Sędzią głównym zawodów będzie przewodniczący
Kolegium Sędziów - Leszek Zabłocki, a pojedynki poprowadzą: Cedric Jouvenoz (Francja) i najlepsi
polscy arbitrzy: Wiesław Piotrowicz, Grzegorz Szostek, Leszek Kościelniak, Grzegorz Michalik i
Kacper Michałkiewicz. Komisarzem zawodów z ramienia PZR będzie kierownik wyszkolenia - Maciej
Powała-Niedźwiecki.
Gdzie konsekwencja a moze to swiadoma decyzja(kara) w zestawieniu najlepszych polskich sedziow nie
ma Marcina Zeszutka.
Dlaczego sedziował polfinał? ( nie jest jednym z najlepszych polskich sędziów?)
Jezeli sedziował słabo to gdzie bedzie sie uczył sedziujac zaków?
Jest z Trojmiasta, było by taniej, koszta bez dojazdu!
W meczu polfinalowym zdecydowanie sobie nie poradzil chyba wieksze bledy przeciwko Juvenii to nie
tylko moja opinia 6 punktów z 15 dał sedzia a brak kartki dla Jelińskiego wynikał z tego ze sie
po prostu bal jej pokazac!!!
W meczu Lechia - Arka sedzia Michalik tez sie mylil(jak kazdy) ale byl tylko tlem!!! , nie wplywal
na przebieg gry odnosiło sie przekonanie ze panuje nad sytuacja na boisku.
Co do meczów to były to inne mecze inne warunki inne zespoły . wszyscy podkreslaja jak to lepsze
były zawody niedzielne, mozliwe w słoncu sie lepiej gra ale w niedziele było ze trzy razy wiecej
przodów niz w sobote gdzie padało.


KR , 2009-06-16 19:12:07
Po rozegranym w sobotę, półfinale I ligi rugby, Juvenia Kraków przywiozła pod Wawel pierwszy,
historyczny medal Mistrzostw Polski Seniorów. Krążek jest owocem pracy drużyny przez kilka
ostatnich lat i miejmy nadzieje, że stanowi początek złotych lat małopolskiego rugby. Smoki są
jedyną amatorską drużyną w pierwszej czwórce, dlatego radość z osiągniętego sukcesu jest
ogromna. Cały szczęśliwy obraz psuje tylko delikatnie myśl, że było bardzo blisko finału w
Krakowie, a rozstrzygnięcie meczu z Arką nie do końca leżało w rękach biało - niebieskich.

Mecz rozpoczął się frontalnym atakiem Gdynian. Padający deszcz i mokra piłka uniemożliwiły
szybką, efektowną grę obu formacjom ataku. Kibice mogli natomiast zobaczyć bardzo dynamiczne,
ostre wejścia zawodników młyna, które rozbijały się w pył o mur defensywy. Krakowianie tego
dnia byli wyraźnie zdeterminowani, a ich obrona zorganizowana była perfekcyjnie. Dość
powiedzieć, że gospodarze punkty zdobywali jedynie po kopach na bramkę. Tak stało się już w 6
minucie, kiedy dogodną pozycję wykorzystał Dawid Banaszek. Jednak już chwilę później
zrewanżował mu się Jaroslav Tomcik i było 3:3. Sytuacja się powtórzyła i w 20 minucie, na
tablicy widniał wynik 6:6. Żadna ze stron nie potrafiła przeprowadzić groźnej akcji, choć
zobaczyliśmy tego wieczoru kilka efektownych rajdów, zwłaszcza w wykonaniu skrzydłowych i
obrońców obu ekip. Jeszcze przed gwizdkiem, który odesłał rugbistów do szatni, Dawid Banaszek
popisał się drop goalem, a następnie podwyższył wynik na 12:6 z karnego.

W drugiej połowie nie opadła mobilizacja gości z Krakowa. Defensywa nadal pracowała, jak w
zegarku, a Banaszek zdołał wykorzystać tylko jednego z trzech podyktowanych przez sędziego
głównego karnych. Smoki odpowiedziały pięknym przyłożeniem Marka Odolińskiego, które nie
zostało jednak uznane, gdyż prowadzący zawody zdecydował się po długim namyśle odgiwzdać
podanie do przodu... Również Arka zameldowała się raz na polu punktowym Juvenii, ale w tym
przypadku, podanie do przodu było ewidentne, więc obyło się bez kontrowersji. Mecz zakończył
się wynikiem 15:6 dla Arki, która tym samym awansowała do wielkiego finalu. Drużyna Buldogów
rozegra go na własnym stadionie, a jej przeciwnikiem będą Budowlani Łódź.

Pytanie skąd w tytule ta "nutka goryczy"? Juvenia Kraków nie była może w tym spotkaniu
stroną przeważającą i nie potrafiła skonstruować owocnej akcji w ataku, ale to samo można
powiedzieć na temat gry Arki. Obie ekipy zagrały bardzo twarde zawody, a warunki spowodowały, że
trzeba było nastawić się na taktykę młynową i szukanie miejsca blisko przegrupowań, bez
szerokich podań do skrzydłowych. Smoki zaprezentowały się bardzo solidnie i wykazały się
determinacją. Wspomnieć można, że z kontuzją mięśnia dwugłowego wystąpił tego dnia Konrad
Jarosz, a z urazami z boiska schodzili Mariusz Zagórowski oraz Tomasz Świadek. Krakowianie nie
pozwolili na dobrą grę Dawidowi Banaszkowi, który wykopał co prawda zwycięstwo, ale w grze
otwartej był szybko zatrzymywany przez naszych defensorów.

Arka oprócz tysiąca dopingujących głośno kibiców, którzy nie wiedzieć czemu zaczęli nagle
śpiewać coś o Cracovii, która z tego co się orientuję, sekcji rugby nie posiada, miała ze
sobą tego dnia jeszcze jednego sprzymierzeńca. Był to sędzia Marcin Zeszutek. Wspomnieć
wystarczy nieuznane przyłożenie, drop goal, wykonany po tym jak piłka wypadła do przodu
Łukaszowi Szostkowi, czy nieprzyznawanie karnych dla Juvenii za trzymanie piłki na ziemi, czy
zagarnianie do przegrupowania. Kuriozum były żółte kartki najpierw dla Macieja Sokołowskiego, a
potem jego brata Marcina, za próbę kopnięcia przeciwnika (w przypadku starszego z braci, decyzja
bezpodstawna) i udzielenie upomnienia Sławomirowi Jelińskiemu z Arki za, cytuję: uderzenie
przeciwnika pięścią w twarz. Decyzja podyktowana faktem, że byłaby to druga żółta kartka
Jelińskiego, która wykluczyłaby go ze spotkania finałowego. Sędzia Zeszutek nie reagował
również często na sygnalizację bocznych, którzy naciśnięciem guzika na chorągiewkach
informowali o przewinieniach na boisku.

Nie chcę w tym miejscu umniejszać drużynie Arki, która podobnie jak Juvenia zagrała dobre
zawody i mimo wszystko była stroną, która częściej posiadała piłkę i atakowała. Jednak mecz
mógłby być dużo piękniejszym widowiskiem, gdyby sędzia pozwolił grać Krakowianom. Wynik na
styku podgrzałby atmosferę i kto wie, która z ekip wytrzymałaby wtedy presję. Szkoda, że
ambicja amatorów z Krakowa była gaszona błędnymi, krzywdzącymi decyzjami, które podcinały im
skrzydła. Szkoda dla Juvenii i szkoda dla obrazu polskiego rugby.

Jednak w każdej beczce miodu, musi znaleźć się łyżka dziegciu i nikt tego w tej chwili nie
zmieni. Juvenia Kraków osiągnęła historyczny sukces i myślę, że każdy z zawodników jeszcze
długo będzie ściskać w ręce wywalczony medal. Radość w małym klubie z krakowskich Błoń
jest teraz ogromna i miejmy nadzieje, że za rok o tej porze będzie jeszcze większa, a krakowskie
Smoki, znów będą walczyć o najwyższe miesjce na podium.
aka , 2009-06-16 17:31:02
nie bylem na meczach , ale komentarz mi sie podoba , mysle ze oddaje atmosfere tych spotkan.
kbc , 2009-06-16 15:43:31
Autor chyb był na trochę innym meczu w Gdyni... Niesportowe zachowania Juvenii? A bójkę kto
wywołał? Jeliński! A za co Juvenia dostała żółte kartki? Bracia Sokołowscy "za próbę
kopnięcia", a Bubek, jako kapitan, za to, że ławka nie wytrzymał tego jak Zeszyt drukował
mecz i zaczęła z nim dyskutować. Dziwne, że Jeliński otrzymał tylko upomnienie za uderzenie
przeciwnika... Mecz rzezczywiście nie był piękny, ale jakie warunki, taka gra i tego nie
zmienisz.
Moroz do kadry ! , 2009-06-16 15:25:05
okrzepł fizycznie, powołanie tego gracza zmotywowałoby go do pracy, poza tym jest zawodnikiem
przyszłościowym, doskonałe warunki fizyczne[ typ somatyczny , Privat ew, Pelous]
trenerze niech trener przejrzy na oczy należy stawiać na takich zawodników
Mihu , 2009-06-16 13:20:24
i ja tez wybiorę się na ten pojedynek, radio Zet zaprasza więc trzeba jechać do Gdyni
komisarz Z. UB , 2009-06-16 10:54:23
za to cały PZR i "najlepszy" polski sędzia faworyzują Trójmiasto :/
[1] 2


nick:

treść:

Komentarz będzie widoczny po akceptacji moderatora.


Redakcja rugby.info.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
Przypominamy, że osoba zamieszczająca komentarze zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa rugby.info.pl lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
W komentarzu nie mogą także znaleźć się treści reklamujące przedsiębiorców.